Część 4 - Jesień

Czas do szkoły! Przez otwarte okno w szkole słychać było radio, gdyż kwadrans przed godziną 8 była audycja szkolna dla dzieci. W dwóch pomieszczeniach klasowych, po dwie klasy łączone i jedna klasa w Domu Ludowym – razem 5 klas. Uczyły dwie panie, kierowniczka – p. Adamowicz oraz p. Biega. Do trzeciej klasy mieliśmy w szkole także religię i ksiądz dojeżdżał z Mrzygłodu. Dzieci było mało, czasem po kilkoro w klasie, ale atmosfera była przyjemna i lubiliśmy chodzić do szkoły. Do klasy szóstej i siódmej chodziliśmy do szkoły w Mrzygłodzie, w miarę pogody jeździłem rowerem. Jak byłem pieszo, czasem udało mi się wrócić samochodem z mleczarni lub też z „Nafty”, bo tylko takie samochody jeździły tą drogą. W klasie nas było około 20 uczniów, czas ten wspominam bardzo ciepło, miałem kolegów z Mrzygłodu i Hłomczy.

Obowiązki w gospodarstwie pozostały, a z wiekiem się zwiększały. Czas jesieni to czas zbiorów. Pamiętam, kiedy wszyscy kopali ziemniaki ręcznie i kiedy były kopaczki konne. Kiedy młócono cepami, maszynami napędzanymi przez kierat konny, jak i też maszynę szerokomłotną.

Kieratów konnych posiadanych przez bogatszych gospodarzy było 8 lub 9 (cztery u rodzin Paszkiewiczów). Napędem konnym mogła być także uruchomiona sieczkarnia. W wiosce było 4 kuźnie, gdzie oprócz kucia koni, wykonywano różne metalowe części i przedmioty. Najbardziej profesjonalną kuźnię miała rodzina Biegów i Piotra Paszkiewicza. W kuźniach były różne urządzenia, jak wiertarka ręczna, miech i inne magiczne dla chłopaka przedmioty.

Czas pasienia bydła jesienią niekiedy się zmieniał. Wypasano ścierniskach, koniczyskach, miedzach itp. Był czas kiedy „obłaz” był zaorywany i każdy z gospodarzy miał swoją kwaterę, gdzie wypasano wcześniej posianą trawę. Ten eksperyment trwał tylko kilka lat. W lasach dawniej było bardzo dużo grzybów i w zasadzie takich grzybów jak np. podgrzybki, kozaki, kanie nie zbierano.

Późna jesień jest czasem smutna, bo i dnie krótsze, i pogoda niełaskawa, jakby przygotowywała nas do Święta Zmarłych, Zaduszek i uświadomienia, ilu naszych bliskich już nie ma i nie ma tego świata, który jeszcze pamiętamy. Groby na cmentarzach strojono jedliną, kwiatami z bibuły, a zwykłe białe świeczki cięto na pół i po kilka zapalano na grobach. Nagrobków nie było, a miejsce pochówku znaczył drewniany krzyż bez napisu.

autor: Ryszard Paszkiewicz

powrót »


Zobacz też:   Historia   Położenie   San   Galeria







STRONA GŁÓWNA   |   NEWSY   |   HISTORIA   |   LUDZIE I MIEJSCA   |   SANOK I SAN   |   GALERIA   |   II WOJNA ŚWIATOWA   |   ZWYCZAJE   |   FORUM   |   KONTAKT


wakacje, góry, aktywny wypoczynek, Dębna, Sanok, mrzygłód, narty, grzybobranie, łono natury, odpoczynek w ciszy, wakacje w górach, wakacje w Bieszczadach

Polecamy: Rodzina Biega z Dębnej

COPYRIGHT © 2008 ADICOM